Przyzwyczailiśmy się z jakiegoś powodu do tego, że dzień ślubu jest bardziej dla gości niż dla pary młodej. Tak sądzę, bo gdy rozmawiam z młodymi parami o sesji w dniu ślubu słyszę: “nie chcemy opuszczać naszych gości”. Ciągną się za nami jak smutny cień dawne sesje zdjęciowe, na które para faktycznie wyjeżdżała gdzieś do pobliskiego studio. Porzucała swoich gości na dobre dwie godziny. Tamte czasy kojarzą nam się z tłem z widoczkiem, parkową ławeczką, kolumienką w stylu jońskim i koszmarem pozowania. I efekt, delikatnie mówiąc, też momentami był dość koszmarny. Tak wyglądała kiedyś sesja w dniu ślubu . Choć myślę, że z upływem lat takie fotografie mocno zyskają na wartości. Już teraz są reliktem minionej epoki.